Strona główna

powrót
 

Wydawca Internetowej wersji magazynu U NAS

 

Ach te "stare, dobre czasy"

   


   Co jakiś czas w "U Nas" pojawiają się, bardzo lekkim piórem pisane przymyślenia Pana Leonarda Musioła. Do tego doszły jeszcze nieco mniej dojrzałe literacko felietoniki Pana Józefa Pietwalskiego.


   Żadnego z Panów nie znam osobiście, czego żałuję, bo osobowości z pewnością ciekawe, śmiem jednak twierdzić, że zarówno Pan Leonard jak i Pan Józef niebywałą przyjemność czerpią z samego faktu pisania. Jestem pełna uznania dla Panów wytrwałości w obrzucaniu się wzajemnymi (czasem i innym się dostanie) inwektywami , pomówieniami, narzekaniem ogólnym na to co jest i zachwytem nad tym co było. Czasami są to fakty, które nie powinny jednak ujrzeć światła dziennego z uwagi na to, że osobiste bardzo, wypuszczanie pióra na wycieczkę na łamach "U Nas" można zastąpić "leperiadą" w kuluarach posiedzeń Rady Gminy - Pan Leonard jest przecież radnym, a Pan Pietwalski o ile wiem był nim dwie kadencje.


   Całym wysiłkiem dobrej woli staram się doszukać w tekstach Panów czegoś pozytywnego, dobrze nastrajającego, nawiązującego do trafionych działań mieszkańców naszej wsi - Gminy, a wszyscy nimi przecież jesteśmy i Pan - Panie Pietwalski i Pan - Panie Musioł i ja i Pani Wójt i Wasi wyborcy, którzy są nieco zdezorientowani (chociażby czytając teksty Panów).


   Bo jakże tu wiedzieć o co chodzi Panu Pietwalskiemu, który z sentymentem pisze, że "przed rokiem 1989 władza państwowa opiekowała się obywatelem maksymalnie - jak matka małym dzieckiem. Zapewniała mu pracę, mieszkanie, wczasy, przydziały dóbr, itp." ("U Nas" 6/113/02). Otóż ja ze swych doświadczeń pamiętam, że i owszem wszyscy pracowali (powiedzmy, bo większość przez 8 godzin dziennie robiła tylko dobrą statystykę na potrzeby "matki" czytaj władzy, a także Pana - okazuje się - aby dziś mógł Pan o tym napisać - bezkarnie zresztą, co jest, nie zaprzeczy Pan, osiągnięciem obecnych czasów.


   Pamiętam także takie stanowisko pracy w naszej wsi, które polegało m. innymi na pilnowaniu kolejności koszenia dojrzałych zbóż w czasie żniw. Jaśnie Pan Sekretarz decydowali o tym, na którą ulicę, a nawet poletko ma najpierw wjechać szczyt mechanizacji rolnictwa tamtych wspaniałych lat - kombajn. A mieszkańcy - szczęśliwi, utrudzeni pracą zawodową całymi grupami przemieszczali się z jednego końca wsi lub drogi, na drugi odległy, bo tam właśnie znajdowały się plony szwagra lub innego pociotka "matki" czytaj władzy.


   "Matczyna" (czyt. władzy) opieka przejawiała się także w "przydziale dóbr" jak to Pan określił - zgadzam się, ale tylko w części, korzystać z nich mogli tylko bardziej zaangażowani politycznie (orientacja wschodnia wiadomo). Dobre porównanie "jak matka małym dzieckiem" i ten przymiotnik "małym" jest tu dla mnie badzo istotny. Nikt tak sprawnie nie może pomanipulować drugą osobą jak matka (czyt. władza) małym dzieckiem (czyt. naród), to prawda na dziś, wczoraj i jutro. Gdy dziecko jest już starsze - trochę trudniej, a przynajmniej trzeba to robić wiarygodnie - bez fałszu i zakłąmania, bez 'przydziału dóbr". Ja, Pan Piertwalski, Pan Musioł nie mieliśmy w tamtych szczęśliwych czasach żadnych na "dobra" szans (mogę się mylić gdyż jak już wcześniej wspomniałam nie znam Panó osobiście i niegdy nie znałam). Wtedy, owszem, co grzeczniejsze dziecko - czekolada (czytaj: wczasy) z FWP nad Balatonem, w Soczi, na Złotych Piaskach, zaś te bardziej krnąbrne - Ustroń Jaszowiec, Wisła Malinka (nic tym moim ukochanym Beskidom nie ujmując!) lub jeszcze lepiej - brak skierowań ze względów niewiadomych.


   Co Pan na to Panie Musioł? Lepiej teraz, czy przedtem? Nie męczcie nas, czytelników Panowie, bo nastał czs kanikuły i wielkiego lata z wakacjami, czas kiedy zmuszeni jesteśmy z przyjemnością wybrać - my wszyscy pracujący emeryci, renciści i bezrobotni, czy zostać w lecie pod własna gruszą, czy pod cudzą, czy wyjechać do Wisły, Chorwacji, Słowacji, na Kretę czy może do Chin? Jestem pełna współczucia dla ludzi bezrobotnych, bo nie tylko skromne życie, brak pieniędzy, ale i dołek psychiczny, z którego bez pomocy "matki" (czyt. władzy) nie tak łatwo wyjść. tylko dlatego, że to było też moim udziałem chcę wzbudzić w poszukujących pracy nadzieję: zdarzają sie nie tylko "cuda". - praca się w wielu przypadkach znajduje. A dla tych, którzy jej nie mają módlmy się o sprawiedliwą osłonę socjalną, która w naszej gminie byłą i jest nadzorowana także przez Was Panowie - Józefie i Leonardzie - może coś o powyzszym w Waszych następnych felietonach? Myślę, że pan Musioł przyłoży rękę do tych bardzo istotnych problemó związanych z bezrobociem i pociągnie za sobą innych, jeszcze jest czas, akcja przedwyborcza trwa, a papier jest cierpliwy i "U Nas" bardzo gościnne.


   Póki co, chciałabym zareklamować cudowne, niekosztowne miejsca wypoczynku w naszej gminie: Olza, Odra, Bukó, basen "U Warłego" w Gorzyczkach, las czyżowicki, jest jescze wiele, wiele innych.


   Panowie Józefie i Leonardzie - jeśli zabierzecie swoje wnuki do Olzy, czy Bukowa (nie mogą przekroczyć granicy wieku od. 6 lat), możecie dobrym "matczynym" slowem wmówić im, że to Mazury, a jeszcze gdy obok na kocyku położy się jakiś prezes spółki z o.o., któremu już znudziły się zagraniczne wojaże po Chorwacji, po Krecie czy Złotych Piaskach, jest szansa, że podejrzycie i podsłuchacie jak oni to robią. A może już to wiecie? Nie zaszkodzi jednak trochę się dokształcić - człowiek uczy się przecież cale życie.


   Zastanawiałam się już nieraz z czego Panowie Józef i Leonard czerpią najwięcej przyjemności (oprócz pisania naturalnie) i doszłam do wniosku, że oni się po prostu kochają - z wzajemnością - a to przecież jest pełnia szczęścia. Tylko, czy my wyborcy z tego coś mamy?


   Cytat: "Czy pamiętasz na jakie ugrupowanie, jaki program głosowałeś 4 lata temu?" ("U Nas" 6/113/02).  "Obywatelu! Nie rezygnuj z aktywnego, oszczędnego programu wyborczego dla gminy na najbliższe 4 lata" (autor: Józef Pietwalski).
Brrrrr.... brrrr.......


   Jeśli mój tekst znajdzie się na gościnnych łamach miesięcznika "U Nas" - nie mam nic przeciwko, a nawet będę wdzięczna. Aby nie powiększać grona swoich znajomych przesyłąm tekst - listem poleconym, z adresem do wiadomości redakcji no i naturalnie Panów Józefa i Leonarda.


Stała czytelniczka 
  


(c) Wszelkie prawa zastrzeżone. Isos & redakcja miesięcznika "U Nas", Gorzyce Lipiec 2002.