Strona główna

powrót
 

Wydawca Internetowej wersji magazynu U NAS

 

Wywiad z Wójt Gminy Gorzyce Krytyną Durczok

   

 
D.J. Pani Wójt. Przede wszystkim gratuluję 55% poparcia, dużej przewagi nad drugim z kandydatów oraz tych 3701 głosów które uzyskała Pani w historycznych bo pierwszych bezpośrednich wyborach Wójta Gminy Gorzyce. Naszą rozmowę chciałbym jednak rozpocząć z uwagi na zbliżające się święta, które są przede wszystkim czasem radości ale także zadumy i refleksji od pytania zupełnie z "innej beczki". Proszę opowiedzieć czytelnikom o swoim dzieciństwie. Tutaj w Gminie znamy Krystynę Durczok -Wójta, urzędnika, a tak mało wiemy o tym jaką osobą była mała Krysia, gdzie się urodziła, jaką była uczennicą, czy "obrywała od rodziców" wreszcie czym się oni zajmowali. 
 
K. Durczok: Rzeczywiście, moje dzieciństwo i najmłodsze lata spędziłam w Mszanie gdzie się urodziłam i wychowałam. Najpierw chodziłam do Szkoły Podstawowej nr 2 na tzw. "Granicach", która obecnie już nie istnieje. W szkole od IV klasy miałam najlepsze oceny i wyróżnienie "wzorowego ucznia" co w tej chwili dało by się przełożyć na świadectwo z czerwonym paskiem. Chciałam także powiedzieć, że już od IV klasy byłam Przewodniczącą samorządu szkolnego. Potem kontynuowałam naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Jastrzębiu Zdroju. Tu też należałam do grupy dobrych i bardzo dobrych uczniów. Przez cały okres nauki w Liceum byłam Przewodniczącą klasy "b" a także Przewodniczącą Samorządu Szkolnego. 
 
A teraz coś o Rodzicach i Rodzeństwie. Mój ojciec już od 1944 roku prowadził prywatny warsztat stolarski, który był bardzo znany w całym regionie. Matka pracowała również w warsztacie, pracując zarówno jako malarz meblowy a także prowadziła dom, wychowywała mnie i mojego o 9 lat starszego brata Edwarda. Moi Rodzice to ogromnie pracowici ludzie. Dzięki temu z domu rodzinnego wyniosłam wiele szacunku do pracy. Mimo, że w okresie powojennym powodziło się nam nie najgorzej w porównaniu z innymi rodzinami, to ja i mój brat wynieśliśmy z domu ogromne nawyki szacunku do pieniądza, wiele też moi Rodzice włożyli wysiłku w nasze wychowanie, ucząc nas skromności i szacunku do ludzi. W naszej Rodzinie było też sporo miłości. Lubiliśmy się bardzo, chociaż starszy ode mnie brat Edward wypominał mi czasami, że jestem "prrincessą" Rodziców. Myślę, że mówił to z przekory, bowiem to On będąc o 9 lat starszy wprowadzał mnie w świat dorosłości. Doskonale pamiętam jak zabierał mnie w wieku 16 lat do słynnej wówczas w Jastrzębiu kawiarni "Kaprys" czy Domu Zdrojowego aby zapoznać mnie z wieloma osobami. Uchodziliśmy zresztą wówczas za parę "zakochanych narzeczonych". On wówczas był już studentem Akademii Muzycznej w Warszawie na Wydziale reżyserii dźwięku, a ja dopiero zaczynałam naukę w Liceum Ogólnokształcącym. Zarówno Rodzice jak i brat ogromnie dążyli do tego abym skończyła studia. Udało się i muszę się pochwalić, że byłam pierwszą kobietą w Mszanie, która wówczas ukończyła studia wyższe. Teraz mój brat Edward od 35 lat przebywa wraz z Rodziną w Szwecji pracując jako muzyk i Dyrygent orkiestry w Lund często bo prawie 4 razy w roku przebywa w Polsce i wtedy spotykamy się ciesząc się swoją obecnością i wspominając najlepsze lata. Mam pomysł, żeby wspólnie z PIR w serii "Poznajemy kultury innych narodów" zorganizować wieczór polsko - szwedzki i pokazać tradycje związane ze Szwecją w naszej gminie. Zresztą brat ma 2 synów, z których jeden ukończył Wyższą Szkołę Muzyczną w Szwecji i pięknie gra na skrzypcach co mogłoby zaowocować koncertem przy okazji organizacji tego wieczoru. Drugi syn brata ukończył w Szwecji Wyższe Studia Techniczne. Obaj są kawalerami i szukają żon "najlepiej z Polski, bo jakoś bliższe są im nasze tradycje. Obaj doskonale znają język polski, tak więc na pewno z wyznaniem miłości nie będzie problemów. 

DJ. Mówi Pani, że synowie brata bardzo dobrze znają język polski i bliska jest im nasza tradycja. Proszę opowiedzieć czytelnikom jak wyglądały święta bożego narodzenia u Sławików w Mszanie jakieś 40 lat temu, a jak wyglądać będą u Durczoków w Rogowie A.D. 2002?
 
K. Durczok: Święta Bożego Narodzenia zarówno u Sławików 40 lat temu jak i u Durczoków w 2002r. są Świętami rodzinnymi, pełnymi ciepła, miłości i dobroci. Staramy się w tych dniach być szczególnie życzliwi i serdeczni. Choinkę w naszym domu podobnie jak u Sławików stroimy dopiero w Wigilię, potem siadamy rodzinnie do Wigilijnego stołu. Obdarowujemy się nawzajem małymi prezentami. Pamiętam, że w Mszanie zawsze po Wigilii śpiewaliśmy kolędy. Muszę przyznać, że tego pięknego zwyczaju nie udało mi się przenieść na stałe do Durczoków, ale to chyba z tego powodu, że "męska" część Rodziny nie bardzo się do tego garnęła. Chociaż kolędy w Wigilię królują w naszym domu ale tylko z płyt CD lub kaset. Stało się już tradycją, że smak Wigilijnej ryby zależy od tego czy słucham w tym czasie kolęd, czy nie.

DJ. Wspominała Pani okres swoich studiów. Ucząca się młodzież jest z pewnością ciekawa jakim żakiem była Krystyna Durczok- "dziobakiem" (molem książkowym) czy też dziewczyną do "tańca i różańca"?z
 
K. Durczok: Okres moich studiów wspominam również bardzo dobrze. Mieszkałam w Akademiku a na soboty i niedziele przyjeżdżałam do domu. Zresztą już w czasie studiów wyszłam za mąż co nieco zrewidowało moje poglądy na temat podejścia do nauki i szaleństw na dyskotekach w akademiku. 
Myślę, że wszystkiego u mnie było po trochu. Nie wypieram się, że jak trzeba było, często odwiedzałam w akademiku tzw. "sale nauki" ale kiedy miałam tylko trochę czasu byłam dziewczyną "do tańca i różańca". Zresztą kto mnie zna bliżej wie, że do dzisiaj bardzo lubię tańczyć, bawić się, szaleć jak jest ku temu okazja. 

DJ. Męża poznałam... 
K. Durczok: Męża poznałam w gabinecie stomatologicznym w Mszanie. Jako świeżo upieczony lekarz stomatolog przyjmował wówczas w tamtejszym Ośrodku Zdrowia. Ja wybrałam się w czasie wakacji do gabinetu i tak to się zaczęło ... Dziś wspominając te czasy śmiejemy się, że ja jestem jego żywą reklamą, bowiem plomby, które mi wtedy zrobił trzymają się do dziś, czyli aż 32 lata. Z drugiej strony trzeba przyznać, że na pewno, w tę pracę, którą wówczas zrobił oprócz wiedzy włożył na pewno także swoje serce...

DJ. Zauważyłam w nim...
K. Durczok: Przede wszystkim jak to na fotelu Jego piękne, duże, szare oczy ... Te oczy mówiły mi, że jest to człowiek odpowiedzialny, dobry, nade wszystko pracowity i ... kochający. Dzisiaj po 32 latach mogę powiedzieć, że się nie pomyliłam. Jest ogromnie troskliwy o mnie i rodzinę, niezmiernie pracowity, przewidujący, lojalny, kochający i kochany. Słowem lepszego sobie wyobrazić nie umiem. Kto nas zna na pewno to potwierdzi. Ciągle zadaję sobie pytanie jak może wytrzymać z taką kobietą jak ja ale to trzeba byłoby już Jego zapytać. 

DJ. Pani ślubna połówka pozostaje od wielu lat w cieniu "pierwszej Damy na urzędzie". Rzecz dla wielu "chopów" niewyobrażalna. Proszę powiedzieć- czy to przeszkadza w życiu rodzinnym? Może by tak odwrócić role- zamienić Panią z mężem miejscami?
K. Durczok: Jest to naprawdę trudne pytanie. Jak się w tej roli czuje mój mąż trudno mi powiedzieć. Taka sytuacja w naszym życiu rodzinnym absolutnie mi nie przeszkadza. Ja dzielę się swoimi problemami w pracy z moim mężem i to On jest tym moim najlepszym doradcą, który mnie wspiera i pomaga swoim doświadczeniem życiowym rozwiązywać wiele problemów w gminie. Liczę się z Jego zdaniem bo wiem, że jest ogromnie inteligentnym, oczytanym człowiekiem, który zna się na wielu sprawach i na ludziach i Jego podpowiedzi są dla mnie doskonała wskazówką do rozwiązywania niektórych spraw, wobec których jestem bezradna. Z reguły jestem pesymistką i to właśnie mąż pomaga mi znaleźć "światełko w tunelu" wtedy kiedy wydaje mi się, że nie ma już wyjścia. 
 
Myślę, że mój mąż docenia bardzo moją pracę. Raz w czasie mojej choroby uczestniczył w zebraniu wiejskim i jak wrócił z zebrania powiedział, że jest pełen podziwu dla mnie i dla mojej pracy. A to wiele znaczyło. 
Na pytanie czy mogłabym zamienić się pracą z mężem odpowiadam szczerze, że nie. Pomijając wykształcenie, wbrew temu co się może niektórym wydawać praca lekarza stomatologa to niezmiernie trudna, ciężka i stresowa praca. Nie wyobrażam sobie abym mogła przez 16 godzin wystać przy fotelu na nogach, nie mówiąc o pracy i ogromnej odpowiedzialności o życie pacjenta. Każdy zabieg to przecież stres, bo przecież liczy się zdrowie i życie ludzkie a każdy pacjent reaguje inaczej. Jeśli do tego dodać jeszcze pracę nocami w pracowni technicznej, to ja bym już tego nie wytrzymała. 
Zostaniemy już zatem każdy przy swoim zawodzie. 

Cdn . Daniel Jakubczyk

 


(c) Wszelkie prawa zastrzeżone. Isos multimedia & redakcja miesięcznika "U Nas", Gorzyce Grudzień 2002.