Strona główna

powrót
 

Wydawca Internetowej wersji magazynu U NAS

 

RÓWNO PRZED STU LATY W MALEŃKIEJ KOLONII FRIEDRICHSTAL.... NARODZIŁO SIĘ NAM DZIECIĘ - WSPANIAŁY JUBILEUSZ PANI MARTY LASOK Z TURZY

   




  Równo przed stu laty w maleńkiej kolonii Friedrichstal (obecnie Podbucze) urodziła się 26 grudnia 1902r Marta Starzyczny. Jej rodzice- Wiktor Starzyczny i Franciszka z d. Płaczek (rodem z pobliskiej Mszany) mieli "yno konsek pola". Ojciec- by utrzymać rodzinę musiał więc pracować i na kopalni. Tym bardziej, że Marta nie była jedynaczką. Starzycznym urodziło się ośmioro dzieci, z czego czwórka zmarła w dzieciństwie. Liczne potomstwo, wysoka śmiertelność wśród małych dzieci nie były w tamtym czasie niczym szczególnym.

  Wspomnę tu od siebie, że np. u moich śp. starzików Jaśwców z Podbucza było aż 13 "dziecek". Małą Martę ochrzczono w drewnianym kościółku w Skrzyszowie. Niestety księgi metrykalne, w których zamieszczono stosowną adnotację uległy zniszczeniu w 45r. Nie istnieje już także dom rodzinny naszej dostojnej Solenizantki, nie żyje nikt z rodzeństwa.

   Zresztą jeden z braci został na wojnie, drugi zginął w kopalni. Na początku minionego stulecia przeprowadzili się Starzyczni na turski "Piteżec". Kupili tutaj nieruchomość od niejakiego Tronta. W tym czasie na "Pitercu mieszkali tylko: Klepek, Tront, potem Krzystała. Mała Marta wychowywała się tutaj w 3-izbowym domu z "sienią bez pojszodek". Zaraz po ukończeniu szkoły powszechnej (w Turzy- jest zapewne jej najstarszą żyjącą absolwentką) poszła do pracy "we dworze" w Olszynicy, gdzie pracowała aż do zamążpójścia. Potem przeniosła się do cegielni Goldmana w Maruszach. Tutaj praca była chyba jeszcze cięższa ("wyciongała glina w szachcie"). Córka- P. Bek Monika wspomina, że matka miała bardzo dużo siły. Zresztą jeszcze przed dwoma laty, jeśli tylko zdrowie pozwalało "szkrobała zimioki". Pracy nauczyło ją życie. "Wydowała się jak miała 26 lot. Tata (Augustyn Lasok z Turzy ur. w Bottropie, sąsiad Wilusia Meisla- przyp. D.J.) chodziył ku nij 6 czy 7 lot. Wydała się nieskoro bo tata się biydy boł- już robiył na grubie od 15 roku życio"- wspomina Pani Monika. Wydała się nieskoro i bardzo szybko straciła męża. 64 lata temu. Sama musiała się zająć dwójką dzieci i gospodarstwem. "Siykła kosom, wszystko sama porobiyła. Pieczkow my mieli całe miechy"- dodaje córka.

   Nasz 100-latka przez całe życie ogromną czcią otaczała św. Antoniego Z pielgrzymki do Kalwarii Zebrzydowskiej "to yno Antonika se prziniosła". W domu miała też jego figurkę, "ale bez front mu głowa ustrzelyli". Jeszcze niedawno powiedziała do córki "Wrzuć tam Moniko Antonikowi za mie"- bo sama już nie może chodzić do kościoła. Nasz dostojna solenizantka jest Matką dwójki dzieci, Babcią i pra (pra)-babcią dla 4 wnuków, 10 prawnuków i 2 praprawnuków, a do tego z "urzędu" najstarszą mieszkanką naszej wioski i gminy czyli poniekąd naszą wspólną Babcią.

   Musi przestrzegać ścisłą dietę- banany, bułki, twarożek. Żadnych rosołów. "Czekolady też dużo je"- dodaje P. Monika. Od siebie wspomnę jeszcze, że nasza Bohaterka przeżyła dwie wojny światowe, trzy powstania śląskie, rządy Wilusia, Starą Polskę, Hitlera i komunę....

   Życzymy Jej wszystkiego najlepszego, zdrowia, opieki św. Antonika, apetytu i przede wszystkim kolejnych 100 lat.

Daniel Jakubczyk 
 


(c) Wszelkie prawa zastrzeżone. Isos multimedia & redakcja miesięcznika "U Nas", Gorzyce Grudzień 2002.