Strona główna

powrót
 

Wydawca Internetowej wersji magazynu U NAS

  Niecodzienny gość w Gorzyczkach
   

 
   Pod koniec roku szkolnego 2002 na zaproszenie dyrektora mgr Stanisława Wujca ze Szkoły Podstawowej w Gorzyczkach odpowiedział ojciec misjonarz Alojzy Szczeponek, pracujący na misjach w Kongo.

   Uczniowie bardzo oczekiwali na to spotkanie. Ojciec misjonarz rozpoczął swoje opodiwadanie słowami: "Nie wszystkie dzieci są szczęśliwe". przedstawił nam, jak wygląda życie naszych afrykańskich kolegów i zachęcił do większego angażowania na rzecz misji.

   Otóż ojciec misjonarz mieszka w małej miejscowości, gdzie liczba mieszkańców nie przekracza 300 osób. Rodziny wzajemnie sobie pomagają, jest to wioska bardzo uboga. Mężczyźni chodzą na polowania, kobiety od wczesnego rana do późnych godzin nocnych krzątają się i przygotowują posiłki, a dzieci chodzą kilometrami po wodę. Do szkoły uczęszczają dzieci, których nie stać na zakup zeszytu i ołówka. W przeciwieństwie do naszych uczniów, bardzo lubią się uczyć.

   Wielkim przeżyciem dla mieszkańców jest udział we Mszy św. Ofiarują oni wtedy Bogu swoje plany. Bardzo długo wielbią Boga przez śpiew i taniec. Przynoszą do kościoła bębny, bas, tamburyno i różne rzeźbione domowe sprzęty. Wszystko to dla naszych uczniów było nowością: a więc taniec przy rozpoczęciu Mszy św., Komunii św., kilkugodzinne uwielbienie Boga, które jest wyrażane radością i spontanicznością. Taka radość mogłaby zagościć w polskich kościołach.

   Wieczorami, gdy odzywają się świerszcze, cykady i ptaki, całe rodziny dołączają się do tego chóru z wielką radością. Ojciec misjonarz ma kilka wspólnot parafialnych. Nie jest w stanie odwiedzać ich regularnie i czyni to dwa lub trzy razy do roku, większe, położone bliżej centralnej misji częściej. W każdej wspólnocie jest przynajmniej jeden katecheta. Oni organizują i przewodzą modlitwom we wspólnocie. Ojciec misjonarz odwiedzając rodziny może z bliska poznać ich trudną sytuację.

   Na uwagę zasługuje fakt, że w tych ludziach jest silna wiara, optymizm pełen nadziei w przyszłość, miłość i solidarność z tymi, którzy jej potrzebują. Jedno moje spostrzeżenie: dzieci nasze są wrażliwe i czułe na krzywdę innych. Trzeba tylko wskazać im drogę, by mogły wydobyć z siebie pokłady uśpionego humanitaryzmu.
Warto więc zastanowić się nad symboliczną "złotówką", która by pomogła uczniom afrykańskim uczęszczać do szkoły.

   Na koniec nasi uczniowie prosili ojca misjonarza o autografy i przekazali zebrane "złotówki". Na zakończenie moich refleksji nad realizowanym projektem "Mój szkolny kolega z Afryki" chciałabym serdecznie podziękować w imieniu dyrektora i grona pedagogicznego ojcu misjonarzowi za przybycie do naszej szkoły i za przybliżenie jakże trudnej sytuacji życiowej kolegów i koleżanek z innego kontynentu.


Danuta Kwiatkowska 
 
       


(c) Wszelkie prawa zastrzeżone. Isos multimedia & redakcja miesięcznika "U Nas", Gorzyce Październik 2002.