Strona główna

powrót
 

Wydawca Internetowej wersji magazynu U NAS

  Atak na Tatry!
   

 
   Wyjazd nastąpił 8. września w niedzielę rano. W wycieczce uczestniczyły dwa koła emerytów: Koło Emerytów z Rogowa wraz ze swoimi członkami z Bluszczowa i grupą uczestników z Lubomii i Koło Emerytów z Gorzyc, do którego dołączyli członkowie z Gorzyczek i Łazisk.

   Swoim Kołom patronowali prezes Franciszek Bańczyk z Rogowa i pani Eugenia Leńczyk z Gorzyc. Przyjazd do Kościeliska, 5 km od centrum Zakopanego, nastąpił akurat w porze obiadowej, nastąpił więc obiad, zakwaterowanie, pierwsze spacery i poznanie się uczestników.

   Od poniedziałku zaczęliśmy zwiedzanie - pierwszy wypad - na Krzeptówki do Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej, z którym mocno związany jest Papież Jan Paweł II, potem - skocznie narciarskie. Jeszcze zdążyliśmy podziwiać kościół o ciekawej architekturze w Zakopanem - Olczy i wróciliśmy do Kościeliska na kolację. Trzeba zaznaczyć, że obydwa Koła miały swoje autobusy do dyspozycji. Wtorek jest dniem targowym w Zakopanem, dlatego wszyscy skierowali się w tym kierunku, żeby swoim bliskim, a szczególnie (jak się słyszało) wnukom "cosik" z Zakopanego przywieść. Po targowisku zwiedzanie Krupówek, wyjazd na Gubałówkę i powrót na kolację. W środę zwiedzanie Doliny Kościeliskiej - jedni idąc, drudzy jadąc. Ci, którzy szli byli pełni wrażeń, a przede wszystkim dotlenieni. Po kolacji "bal nad bale", śpiew, tańce i wino. O winie śpiewała grupa lubomska, która pokazała nam swoje umiejętności: "Pij tylko stare wino, które ma 200 lat i szalej za dziewczyną co ma 60 lat".

   Grupa ta każdego wieczoru dawała koncerty śpiewu na tarasie Willi "Cztery Pory Roku" gdzie mieszkaliśmy. Otoczeni resztą towarzystwa zbierali zasłużone oklaski i pochwały. Był to repertuar od kościelnego do biesiadnego. Ale wieczór pieśni i tańca trwał nadal i po paru tańcach, w których uczestniczyli wszyscy, znowu lubomiacy śpeiwają: "Jak długo na Wawelu brzmi Zygmuntowski dzwon, tak długo niechaj żyją, wszyscy co tu są". Wieczorek w dobrych humorach i dobrym nastroju skończył się już w czwartek, chociaż Ci wytrwali niechętnie kończyli "bal". Bo jeszcze śpiew grupy lubomskiej: "Niech żyją emeryci, przez szereg długich lat i w szczęściu i uśmiechu, niech żyją nam sto lat!", zapraszał do zabawy.

   Duszą śpiewającej grupy była pani Teresa, która melodie oraz tekst piosenek układała na bieżąco. Zapytana - skąd w tej grupie tyle śpiewu, wesołości oraz naturalnego sposobu bycia odpowiedziała tylko zagadkowym uśmiechem. "Ta pieśń dodaje siły i rozwesela nas z nią trzeba iść przez życie dopóki mamy czas". Dla niektórych po "balu" trochę szczęśliwie się złożyło, bo w czwartek, dopiero po południu jest wyjazd nad Morskie Oko. Ci, którzy nie skorzystali z wycieczki nad Morskie Oko wybrali szczyt Butorowy Wierch (1160 m. n. p. m.), niektórzy piechotą (a warto było), inni wyciągiem.

   Słowa uznania należą się organizatorom tego wyjazdu - pani Eugenii Leńczyk z Gorzyc oraz panu Franciszkowi Bańczyk z Rogowa. Proponowali Oni jeszcze więcej atrakcji, ale uczestnikom starczyło to, co było w planie wycieczki. Byli wśród nas aktywni i prawdziwi turyści jak pan Franciszek Mrozek z Rogowa, który zaliczył wszystkie wyjazdy grupowe oraz samotne indywidualne wypady w góry.

   Przysłowie powiada, że "wszystko, co ładne i piękne krótko trwa" - tak i ten nasz pobyt w Zakopanem zakończył się, aż szkoda było odjeżdżać , bo pogoda nam sprzyjała i humory dopisywały, a Lubomia śpiewała: "Więc nie żałujmy głosu, śpiewajmy wszyscy wraz, a naszej pieśni słowa niech rozweselą nas". W piątek z rana pakowanie się i do autobusów. Pożegnaniom nie było końca, wszyscy uśmiechnięci i zadowoleni, ale i tez pytań było wiele - kiedy następny raz? Czy i kiedy można się zapisać na następne wyjazdy? Odpowiedź była prosta, ale nie dla wszystkich, bo obydwa Koła już w październiku wyjeżdżają do Mariańskich Łaźni w Czechach, a listy uczestników zamknięte są już od maja, co świadczy o dobrej organizacji i miłej atmosferze jaką stwarzają organizatorzy. Tam jedziemy już po raz trzeci.

   Powrót każdej grupy z Zakopanego jest inny. Koło Rogów wraca przez Ludźmierz, kalwarię Zebrzydowską, Wadowice, gdzie były zwiedzane Sanktuaria. powrót do domów ok. godz. 19.00, zamiast planowanej godziny 15.00 - co nikomu nie przeszkadzało i o co nikt nie miał pretensji.

   W drodze powrotnej z Kościeliska nie sposób oprzeć się wrażeniu piękna tej okolicy. Z prawej strony Giewont w pięknej scenerii promieni słonecznych - jakby w wesołym nastroju, innym razem w chmurach i wtedy budzi powagę i szacunek dla siebie. Z lewej strony Butorowy Wierch i Gubałówka, a po paru kilometrach wszystko to piękno zostaje za nami. Po głębokiej zadumie i przemyśleniu nad tym pięknem krajobrazu i przyrody Tatr zostaje tylko jedno stwierdzenie - trzeba tu jeszcze wrócić.


"Używaj pókiś młody, dopóki humor masz
nie pijaj czystej wody, a będziesz żył sto lat!".

Jest to końcowe stwierdzenie lubomskich śpiewaków. Na drugi dzień po naszym przyjeździe do domów w Tatrach spadł pierwszy śnieg z czego można wnioskować, że "Bozia nom pszaje".


Szanowni Prezesi! Brawo! Tak trzymać!
Uczestnik Edward Sowa


Bernadeta Budnik 
 


(c) Wszelkie prawa zastrzeżone. Isos multimedia & redakcja miesięcznika "U Nas", Gorzyce Październik 2002.