Strona główna

powrót

Zapisz artykuły

Lipiec 2001 HTML

Lipiec 2001 DOC

Skomentuj artykuł
dodaj komentarz
przeglądaj komentarze
< prosimy nie zmieniać tematu wiadomości >
 

Wydawca Internetowej wersji magazynu U NAS

 Paragwaj

   Nazywam się o. Leszek Lech, należę do Zgromadzenia Słowa Bożego (Werbiści), pochodzę z Turzy Sl. i od 1997 roku pracuję w Paragwaju jako misjonarz. Z racji mojego urlopu, który spędzam w Turzy u moich rodziców, mam trochę więcej czasu do podzielenia się moim doświadczeniem pracy na misjach. W tym artykule postaram się przybliżyć czytelnikom specyfikę mojej pracy, jak również cechy charakterystyczne kraju w który stał się moją drugą ojczyzną. 

   Paragwaj, położony w Ameryce Południowej, jest "wciśnięty" pomiędzy Argentynę i Brazylię. Kraj ten obszarowo jest 1 większy od Polski i ma powierzchnię 406 tyś. Km2. Zamieszkany jest przez 4,5 miliona potomków Indian Guarani, którzy zmieszali się z krwią hiszpańskich konkwistadorów, którzy w 1535 roku opanowali ziemie Indian. Oprócz tych metysów w Paragwaju zamieszkuje ok. 500 tyś. Indian, z których największymi rodzinami są Indianie Guarani, Nivacle, Mbya, Ache. 

   Kraj potomków Indian Guarani charakteryzuje się klimatem subtropikalnym, w którym maksymalne temperatury dochodzą do 45°C i wilgotność powietrza stanowi 80-90%, która potęguje wrażenie gorąca (dla porównania wilgotność powietrza w Polsce dochodzi do 30%). Praktycznie Paragwajczycy nie używają takich słów jak "śnieg" czy też "mróz", jest za to kilka określeń słowa "ciepło". Wysokie temperatury zmuszają mieszkańców Paragwaju do wczesnych poranków. Dlatego dzień rozpoczyna się praktycznie już o 4.00 rano kiedy pobudką jest wypicie "mate" - smacznej, aczkolwiek gorzkiej herbaty paragwajskiej. Szkoły i sklepy zaczynają funkcjonować już 0 6.30, jednakże dla rolnika ta godzina już jest bardzo późna aby wyjść w pole. W pracy niezbędne są częste odpoczynki i przerwy, w czasie których pije się zimną wodę z lodem i z ziołami tzw. "terere". Na przykład, dzieci, które uczęszczają do szkoły, wracają do domów przed południem, gdyż w południe życie praktycznie zamiera. Warto dodać, iż mając do pokonania dystans 5-6 km, uczniowie muszą wyjść z domu stosownie wcześniej aby pieszo dotrzeć na czas do szkoły. 

   W Paragwaju obowiązują dwa języki: hiszpański i guarani, które nawiązują do spuścizny kulturowej mieszkańców. Oprócz tych dwóch, istnieje wiele języków plemiennych, którymi posługują się Indianie, podkreślając w ten sposób swoją odrębność kulturową i narodową. 

   Gospodarczo jest to kraj bardzo słabo rozwinięty, o bardzo słabym szkolnictwie i raczkującym systemie zdrowia. Podstawą gospodarki jest hodowla bydła, uprawa bawełny i soji. 

W ostatnich latach Paragwaj stał się centrum światowego przemytu towarów przemysłowych, które nielegalnie wprowadzane na rynek paragwajski, przyciągają turystów na zakupy. Jednakże taki sposób zapewniania sobie nielegalnych dochodów demoralizuje całe społeczeństwo, stawiając je na pierwszym miejscu w korupcji wśród krajów Ameryki Łacińskiej. 

Paragwaj jest krajem wielkich kontrastów społecznych spowodowanych brakiem stosownych praw do ziemi i do pracy. Szokuje fakt, iż 80% procent społeczeństwa żyje w ubóstwie, a z drugiej strony ponad 70% powierzchni kraju jest w rękach kilkudziesięciu osób hodujących bydło. Pomimo spokojnego i radosnego usposobienia przeciętnego Paragwajczyka ciągła niesprawiedliwość powoduje wybuchy konfliktów społecznych, rozruchów i manifestacji.

   Pomimo iż Paragwaj może poszczycić się statystyką 90% ochrzczonych jest to kraj misyjny. Przez pięć wieków chrześcijaństwa kultura narodu nie zdołała jeszcze nasiąknąć Ewangelią. Chrześcijaństwo dla tych, którzy znają już imię Chrystusa wciąż wiąże się jedynie z sakramentem Chrztu świętego i nic poza tym. Jest też spora część społeczeństwa skupiona w kulturach indiańskich, która o Jezusie po prostu nic nie słyszała. Kościół misyjny stara się przepowiadać Ewangelię tworząc wspólnotę życia codziennego, którą rozumie się jako wspólne dzielenie się wiarą i chlebem w wymiarze ekonomicznym, kulturalnym, społecznym, politycznym i religijnym dla budowania Królestwa Bożego. 

   Od czterech lat pracuję w Curuguaty, ośmiotysięcznym miasteczku, położonym w północno-wschodniej części kraju. Teren misji obejmuje obszar 10,5 tyś. km2, zamieszkany przez 80 tyś mieszkańców. Jest to teren większy od dawnego województwa katowickiego. Ta obszarowo gigantyczna misja rozpoczęła się w 1978 roku i w tej chwili obejmuje 130 stacji misyjnych, które są niewielkimi miejscowościami oddalonymi od siebie co najmniej 4 km. Najbardziej oddalona stacja znajduje się 105 km od Curuguaty. 

   Od 1997 roku współpracuje ze mną Argentyńczyk o. Beto, a od tego roku przyłącza się do nas brat zakonny Lamberto, pochodzący z Indonezji. Ta międzynarodowa a nawet międzykontynentalna wspólnota zakonna musi być podstawą naszej obecności i całej pracy ewangelizacyjnej. Chociaż mieszkamy pod jednym dachem, mamy różne zwyczaje, które przywozimy z naszych cywilizacji europejskiej, południowoamerykańskiej i azjatyckiej. Weźmy na przykład sprawę jedzenia, o. Beto z Argentyny najchętniej zjadłby na obiad młodą gotowaną kukurydzę, Lamberto pochodzący z Indonezji zasmakowałby w mięsie z psa, a ja najchętniej zjadłbym kluski z roladą i modrą kapustą. Pomimo różnic kulturowych, wspólna codzienna modlitwa jednoczy nasze działania i wysiłki, pomaga nam aby stać się dla Paragwajczyków braćmi w wierze i miłości codziennego życia wspólnoty chrześcijańskiej. 

Na czym polega praca na misji w Curuguaty? 
Celem pracy misjonarza wśród naszych ludzi jest dać świadectwo obecności Chrystusa, który proponuje żyć na zasadach Ewangelii i Królestwa Bożego na ziemi. Aby to osiągnąć trzeba poznać dobrze język i kulturę narodu po to, żeby wiedzieć co w społeczeństwie jest dobre a co złe. Wtedy można rozpocząć głoszenie Ewangelii na spotkaniach katechetycznych z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi. Wśród ludzi świadomych obecności Chrystusa w ich życiu sprawuję również Sakramenty. Dla przykładu, w roku 2000 w naszej misji udzieliliśmy sakramentu chrztu 1260 osobom a do sakramentu bierzmowania przystąpiło ponad 500 ludzi. Bardzo ważnym elementem naszej pracy misyjnej jest kształcenie katechetów świeckich, którzy z kolei mają za zadanie prowadzić katechezę wśród dzieci, młodzieży i dorosłych. Bywa tak, że katechetami są również osoby starsze, które są analfabetami. Nie otrzymały one daru wiary z książek i podręczników do religii tylko z przekazu ustnego, popartego świadectwem życia swoich rodziców czy też pierwszych misjonarzy. Chociaż nie znający sztuki pisania i czytania, tacy wieloletni, wierni i oddani katecheci są często "żywymi księgami" do religii, pełnymi doświadczenia wiary przekazywanej z pokolenia na pokolenie. W sumie w misji Curuguaty, pracuje za darmo ponad 600 katechetów.

   Jednakże prawdziwy ster w pracy katechetycznej przejmuje młodzież, która stanowi 60% chrześcijan w Paragwaju. To właśnie młodzież jest świadoma współczesnych zagrożeń dla życia, które przynosi ze sobą cywilizacja śmierci. Również młodzi katecheci chrześcijańscy stoją na czele krucjaty na rzecz odnowy moralnej narodu paragwajskiego "Paraguay Pyahu", opanowanego przez wszechwładną korupcję i kult pieniądza. Wydaje się, iż w sytuacji panującej anarchii i braku pomysłu na wyjście z kryzysu ekonomicznego panującego w państwie jedyną drogą wyjścia jest kształcenie młodzieży, aby była zdolna nadać temu pięknemu, aczkolwiek tak zacofanemu krajowi nowe oblicze. Szesnastu młodych katechetów z mojej misji w Curuguaty, w wieku od 17 do 26 lat, od zeszłego roku bierze udział w pracach tak zwanego "Parlamentu Młodzieżowego", który zbiera się dwa razy w miesiącu w stolicy kraju Asuncionie. Ci młodzi ludzie pochodzący z kręgów chrześcijańskich wspólnot całego kraju, przechodzą głęboką formację społeczno - polityczną, dyskutują nad problemami, które przeżywa kraj i opracowują projekty ustaw, które później trafiają do Parlamentu Narodowego. W ten sposób młodzież chrześcijańska stara się wypracować nowy model polityka, kierującego się zasadami wiary w Boga i służby człowiekowi. 

   Ważnym elementem mojej posługi misyjnej jest niesienie świadectwa obecności Chrystusa nie tylko słowem, ale również czynem. Wraz z moim współbratem o. Beto staramy się przełamać zjawisko analfabetyzmu, śmiertelności niemowląt, oraz ignorancję w wielu sferach życia, które stawiają naszych początkujących chrześcijan na pozycji przegranej w zderzeniu z cywilizacją śmierci. W sytuacji braku systemu opieki zdrowotnej, czy też kulejącej edukacji szkolimy osoby, które przejmują na siebie obowiązek zapobiegania chorobom czy też niesienia pomocy w nagłych przypadkach. Jednakże takie bezinteresowne świadczenie posługi dla drugiego człowieka we wspólnocie jest możliwe tylko wtedy gdy człowiek pozna Boga. Budowa wspólnoty chrześcijańskiej na wzór pierwotnego Kościoła jest podstawowym celem naszej posługi misyjnej, ponieważ tylko we wspólnocie, która razem planuje swoje życie, wspiera się materialnie i duchowo jest możliwa obrona wiary w momentach przeciwności i kryzysów. Radość z bycia "razem" przejawia się zwłaszcza w czasie odpustu, kiedy to cała wspólnota małych i dużych, bogatych i ubogich zbiera się na wspólnej Mszy św. a później świętuje przy wspólnym stole. To życie Wspólnoty Chrześcijańskiej pomaga każdemu jej członkowi z siłą wiary w Boga i w Kościół stawić czoło przeróżnym dramatom szarej codzienności.

   Niech sytuację ciągłej walki o życie przybliży takie wydarzenie.Pewnego wieczoru wracałem autobusem ze stolicy - Asuncionu do Curuguaty. Pogoda była deszczowa. Na jednym z postojów do autobusu weszła młoda rodzina. Matka, która na ręku trzymała sześciomiesięczne niemowlę, starała się uspokoić płaczące bez ustanku dziecko. Okazało się, iż niemowlę ma zapalenie płuc i zdesperowani rodzice zdecydowali się szukać pomocy w Curuguaty, gdzie jest ośrodek zdrowia. 20 km przed dotarciem do celu, autobus utknął w błocie i nie było żadnych szans na wydostanie się z błotnistej pułapki, gdyż zapadł już zmrok. Kierowca oznajmił pasażerom przymusowy postój, który miał potrwać do rana. Dla kaszlącego i płaczącego dziecka był to właściwie wyrok śmierci. Razem z ojcem płaczącego dziecka postanowiliśmy pokonać pozostałe 20 km na pieszo. Zarzuciliśmy nasze buty na plecy i boso rozpoczęliśmy brnąć przez klejące się do nóg gliniaste błoto. Co pół godziny zamienialiśmy się białym zawiniątkiem, w którym małe niemowlę walczyło o życie. Około 2 km przed dotarciem do celu płacz małego ustał. Była północ jak dotarliśmy do domu. Niestety pomoc w ośrodku zdrowia została udzielona za późno i niemowlę zmarło. 

   W realiach ciągłej pauperyzacji już biednego społeczeństwa wielu rolników, którzy nierzadko w konfliktach zbrojnych zdobywają swój skrawek ziemi, po kilku latach ulega pokusie uprawy narkotyków. Spowodowane jest to brakiem cen skupu na podstawowe towary jak kukurydza, soja czy trzcina cukrowa. Według ostrożnych obliczeń na obszarze mojej misji przeznacza się już ok. 30 tyś. Ha ziemi pod uprawę marihuany. Paradoksalnie i ta uprawa nie daje wielkich zysków dla przeciętnego rolnika, gdyż mafia narkotykowa praktycznie uzależnia od siebie swojego dostawcę i wypadkach nielojalności szantażuje uprawiających marihuanę. Inni zdesperowani rolnicy za bezcen sprzedają swoją ziemię i przenoszą się do miasta, zamieszkując przedmieścia wielkich miast takich jak Asuncion, Buenos Aires czy Sao Paulo. 
Jak przeciwstawić się tej sytuacji? W mojej misji od 1992 prowadzimy szkołę rolniczą, która kształci siedemdziesięciu młodych chłopców i daje im teoretyczne możliwości dla uprawy ziemi, ale później to czy zostaną biednymi rolnikami na swojej ziemi czy też pucybutami w Buenos Aires zależy od nich samych. Szkoła ta powstała dzięki środkom zebranym przez jednego z misjonarzy holenderskich, który 10 lat temu obchodził rocznicę 25 lat kapłaństwa. Ofiarę swoich parafian przeznaczył na edukację dla tych, którzy jej najbardziej potrzebują - dla młodych rolników z misji Curuguaty. Niestety, przyszłość tej szkoły nie jest pewna, a to z problemów finansowych. Rząd, który obiecał miesięczną pomoc finansową, od listopada zeszłego roku nie przekazał na konto szkoły ani jednego centa. "Obiecanki cacanki...". Co będzie dalej? Nie wiemy. Na razie się zadłużamy, wysyłając w różne strony świata prośby o pomoc finansową. 

   To tylko kilka z wielu dramatów, które przeżywają Paragwajczycy pozbawieni podstawowych praw do życia, do nauki, do ziemi i do życia w wolności. "Aby mieli życie i życie w obfitości" jak mówi Ewangelia według św. Jana, takie hasło przyświeca mojemu misjonowaniu wśród Paragwajczyków. Każdy dzień mojej pracy na misji z punktu widzenia finansowego jest stratą, ponieważ dochody z ledwo co powstającej gigantycznej parafii rekompensują zaledwie 25% wszystkich kosztów. Jednakże z punktu widzenia Bożego na pewno jest to zysk dla dobra "Królestwa Bożego", który rodzi się w sercach ludzkich. Każdy z misjonarzy stara się prosić o wsparcie swojej działalności takoż duchowe - w wsparciu modlitewnym, jak również finansowe, no bo przecież silnik samochodu na wodę nie pojedzie. W sytuacji ogromnych potrzeb finansowych czy też braków personalnych apeluję o solidarność z innymi Kościołami, zwłaszcza z tymi najmłodszymi, misyjnymi, które stawiają swoje pierwsze i nieśmiałe kroki, poznają Chrystusa i pragną żyć Ewangelią. 

   Na koniec chciałbym podziękować za wszelkie wyrazy jedności ze mną w naszej pracy misyjnej. Szczególnie pragnę podziękować Redaktorowi panu Stanisławowi za życzliwe udostępnienie mi miejsca na łamach czasopisma "U Nas", które również dochodzi do mnie do Paragwaju.

Z Błogosławieństwem Bożym pozdrawiam Was śląskim Szczęść Boże
I paragwajskim "Adios"


o. Leszek Lech SVD


(c) Wszelkie prawa zastrzeżone. Isos & redakcja miesięcznika "U Nas", Gorzyce 2001.