Strona główna

powrót

Zapisz artykuły

Czerwiec 2001 HTML

Czerwiec 2001 DOC

Skomentuj artykuł
dodaj komentarz
przeglądaj komentarze
< prosimy nie zmieniać tematu wiadomości >
 Początki przedszkola w Turzy Śl.

      Kilka dni temu przedszkole w Turzy obchodziło 10-lecie oddania do użytku nowego budynku, który spełnia podstawowe wymagania obowiązujące w tego typu obiektach. Przestronne, kolorowe, z dobrym zapleczem i miejscem do zabaw. Było nadzwyczaj uroczyście, a zabawy trwały dwa dni. Ja jednak nie o tym chciałam opowiedzieć, myślę że z pewnością zrobią to inni, chciałam jednak przypomnieć, jak do tego doszło, aby było co świętować.


    Otóż wręczając jedno z wielu zaproszeń, miałam okazję porozmawiać i wysłuchać wspomnień osoby, która przedszkolem w Turzy, oczywiście tym ,,starym" kierowała przez 33 lata. Rozpoczęła pracę 1 grudnia 1945 r. w Niedobczycach, po 4-miesięcznym kursie dla wychowawczyń przedszkoli, zaś 15 października 1947 r. przeniesiono ją na stanowisko dyrektorki przedszkola w Turzy Śl. 
Tą osobą jest, znana wszystkim mieszkańcom Turzy - pani Irena Ucher.
Przedszkole mieściło się wtedy w budynku p. Konrada Gojowego przy ul.Bogumińskiej obecnie (kawiarnia ,,Milano").


    Nie była na otwarciu nowego przedszkola. Dlaczego...? Po prostu o niej zapomniano.
Z nutką żalu stwierdziła, że nic takiego się nie stało, bo... zapomniano nie tylko o niej...
i że tak to już w życiu bywa. Nie przekonała mnie. Swoją pracę kochała ponad wszystko. Była młodą dziewczyną, gdy zaczynała pracę w Turzy. Wtedy Turza należała do powiatu rybnickiego, a inspektorem d/s przedszkoli była  p. Orlikowska. Bardzo ciepło wspomina ówczesnego dyrektora szkoły p.Franciszka Pagiełę, który opiekował się przedszkolem i pomagał jej w załatwianiu trudnych spraw. 

    Jak wyglądało przedszkole w dwa lata po zakończeniu wojny? Bez wody bieżącej i kanalizacji. Jedno pomieszczenie 40m2 na I piętrze. Do toalety trzeba było zejść z piętra, dojść do ul.Bogumińskiej, zejść po kilkunastu stopniach na podwórko gospodarza (razem ok.50m). Zimą ubikację zastępowało wiaderko postawione w kącie sali. Pani Irena cały czas walczyła o większe pomieszczenie, na parterze, gdyż mimo tego, że powojenna bieda wyzierała z każdego zakątka wsi, dzieci wciąż przybywało, z niektórych rodzin było ich nawet kilkoro (3-6 lat). W końcu się udało. Gmina przeprowadziła stolarnię na drugą stronę korytarza, a ,,wieksze" pomieszczenie otrzymało przedszkole. Do tego doszedł ,,gest" Rybnickiego Zjednoczenia Węglowego, które postanowiło dać fundusze na ten cel?- p. Irka twierdzi, że miała po prostu szczęście do cudownych komitetów rodzcielskich. Pamięta te pierwsze. Były to trzy panie: p.Grabiec - żona kierownika cegielni, p.Tannenberg i p.Wieczorek. Urządzono wtedy pierwsze imprezy dla dzieci i rodziców, wtedy po raz pierwszy zorganizowano Dzień Górnika. Mamy zużyły wtedy ogromną paczkę suszonego mleka i beczułkę oleju - pieczono pączki na uroczystość. 


    Gdy otrzymała propozycję dożywiania - nowy komitet, tym razem męski: p.Emil Bizek, p.Alojzy Kwiatoń i p.Fonfara ,,wzięli sprawę" w swoje ręce, aby zdobyć fundusze postanowili założyć amatorski zespół teatralny i objeżdżać z przedstawieniami okoliczne wsie. Znalazł się również reżyser w osobie p. Pawła Szmuka i grono ,,aktorów". Grano: ,,Grzech", ,,Moralność Pani Dulskiej" i ,,Genowefę". Sale z objazdowym teatrem pękały w szwach, a p.Irka miała za co ,,wydzielić" pomieszczenie kuchenne i kupić garnki w Silesji. Wspomina jak przez te lata, kiedy istniał zespół, sama grała kilka ról. Do dziś pamięta niektórych ,,aktorów": Eugenię Tront, Otylię Stęchły, Elżbietę Płaczek i wielu innych. Gdy w roku 1952 urodził jej się syn, często zabierała go z sobą na te przedstawienia i za kulisami leżał sobie spokojnie w koszu na bieliznę.
To były dobre czasy dla przedszkola, a szczególnie dla dzieci. Skończyły się grupowe wycieczki do toalety, i noszenie wody z odległości 50m. Były obiady, a standard higieniczny docenił sanepid. Nie najlepiej było z pomocami naukowymi i stawką żywieniową. Radzili sobie jednak - p.Irka pięknie malowała i większość pomocy dydaktycznych wykonywała sama. Rodzice kisili kapustę i robili kompoty na zimę. 


    Po zmianie powiatu, Turza znalazła się w powiecie wodzisławskim, a inspektorką została p.B.Fizianka, dzięki której otrzymała trochę pieniędzy na zakup zastawy stołowej i nowych zabawek. Na emeryturę odeszła w roku 1980, kiedy Turza należała już do Gminy Gorzyce. Cały ten czas pracowała sama. Była dyrektorką, intendentką i wychowawczynią grupy. Przez te wszystkie lata towarzyszyła jej kucharka i sprzątaczka (również w jednej osobie) p.Cecylia Pogoda -dziś 81. letnia staruszka. Obydwie prawie w jednym czasie odeszły na jakże zasłużoną emeryturę. Nadal się przyjaźnią i cieszą się, że Turzanie nareszcice ,,dorobili się" nowego przedszkola.


Rozmowę ze swoją byłą wychowawczynią przeprowadziła Halina Pyrchała - nauczycielka przedszkola w Turzy Śl.


(c) Wszelkie prawa zastrzeżone. Isos & redakcja miesięcznika "U Nas", Gorzyce 2001.