Strona główna

powrót
 

Wydawca Internetowej wersji magazynu U NAS

 

A ja tam wcześniej byłem

 

   

Z uwagą przeczytałem w listopadowym numerze sprawozdanie trojga przedstawicieli naszej gminnej władzy z tygodniowego pobytu w Austrii na szkoleniu w kwietniu br. Jest to chwalebne, bo podróże kształcą, poznaje się świat również nauczyć można się wiele. My w tym zaległości mamy ogromne. Przez pół ub. Wieku żyliśmy za żelazną kurtyną i dobrze, że rekwizyt ten stał się już pojęciem historycznym, a my swobodnie możemy jeździć po świecie, podglądać innych i korzystać z ich doświadczeń.
Czytając to sprawozdanie, nie mogłem się oprzeć pewnym refleksjom z mojego pobytu w tym kraju w latach 1978-79. Mieszkałem tam i pracowałem w miasteczku Bludeuz, położonym w dolinie rzeki Ill, w bajkowej scenerii śnieżnych Alp z widokiem na szczyt Schesaplany o wysokości 2965 m z wiecznym lodowcem w masywie łańcucha górskiego Rätikon. 


Miejscowość ta leży w landzie Vorarlberg na granicy Szwajcarii i Lichtensteinu nie opodal jeziora Bodeńskiego. Otóż okres mojego tam pobytu był dostatecznie długi, by nie tylko ulec fascynacji widokiem piękna i ogromnych osiągnięć cywilizacyjnych tego kraju, jakiej ulega turysta podczas krótkiego pobytu, ale poznać mechanizmy będące przyczyną tych osiągnięć.


Myślę, że byłoby na czasie podzielenie się swoimi spostrzeżeniami i nauką wyniesioną z tego pobytu, jeżeli Redakcja opublikować to zechce, a Czytelnik przeczytać. Pukamy przecież do bram Europy, która jawi nam się jako "Schlasauffenland" tj. ziemia obiecana, a spieszyć się trzeba, bo wszelakich dziur przybywa nam w zastraszającym tempie nie tylko w budżecie centralnym, ale we wszystkich dziedzinach naszego życia. Zrozumiał to dokładnie premier Miller ze swoją ekipą , który przed wyborami naobiecywał złote góry, a nie widząc możliwości ich realizacji szuka ratunku w Unii Europejskiej, kojarząc ją sobie z brzękiem nowej waluty Euro. Stąd ta gwałtowna ofensywa dyplomatyczna. Ale do rzeczy.


Człowiek jest cząstką Natury, która niczego nie daje za darmo, a zawsze tylko coś za coś. Austria jest krajem małym, nie posiada bogactw naturalnych. Ziemię tam uprawia się tylko w Dolnej Austrii. Reszta powierzchni okryta jest skalistymi górami, a doliny porośnięte lasami i trawą. Miasta i wsie pobudowane są pięknie, infrastruktura komunikacyjna rozwiązana idealnie, koleje od dawna należały do najlepszych w Europie. Przemysł i rzemiosło rozwinięte, stopa życiowa jedna z najwyższych w Unii. Na nic nie brakuje pieniędzy. Jakiż zatem fenomen to wszystko sprawił? Przecież w Alpach nic innego z nieba nie spada niż nad Wisłą, a różnica jest ogromna. Otóż fenomenem tym są sami Austriacy, którzy mrówczą pracą, zdyscyplinowani do granic u nas nie wyobrażalnych to wszystko zbudowali. To te wartości wyniosły ich na wyżyny cywilizacyjne. Ażeby wszystko to pojąć, nie wystarczy tam tylko pojechać, pooglądać od strony półek sklepowych. Ich życie i pracę trzeba widzieć od kuchni, razem z nimi popracować, by zrozumieć, skąd to wszystko się wzięło. Z racji pełnionego stanowiska musiałem kontaktować się z różnymi instytucjami i instancjami władzy. To dało mi możliwość dokładnego poznania ich mentalności, umysłowości tj. tych wartości, które kształtują całe ich życie. Do tych podstawowych wartości należą.


Dyscyplina szeroko pojęta. Absolutnie przestrzegają wszelkie nakazy prawne. Prawo stanowi dla nich świętość. Są bardzo dokładni w pracy i domu. Ich obejścia są wprost wyposzczone. Dbają o środowisko naturalne. Trudno znaleźć gdziekolwiek jakiś porzucony śmieć. Wszystko musi być na swoim miejscu.


Pracowitość. Podczas pracy nie trzeba ich pilnować. Nie są to pomyślenia jakieś pogaduszki nie mające związku z pracą. Rozpoczęcie i zakończenie pracy oznajmia syrena czy gong. 10. minutowe przerwy na wypicie kawy czy herbaty i przerwa obiadowa nie są płatne. Dni pracy tj. od poniedziałku do piątku należą do pracodawcy. Relacje pomiędzy pracodawcą, a pracobiorcą są jasne. Pracodawca dobrze płaci i wymaga, a pracownik wie, ze jeżeli w wyniku złej pracy firma splajtuje, sam zostanie na bruku. To sprzężenie zwrotne powoduje, że pracownik dba o firmę, jako swoją własność. Bezrobocie pochodzi tylko z marginesu społecznego, który w Austrii jest niewielki.


Uczciwość. Ta jest celebrowana. Powiadają: "Wer einmal liigt, der immer liigt, auch da mals, wenn die Wakrkeit spricht" - "Kto raz okłamie, zawsze kłamie, nawet gdy mówi prawdę". Sami nie kłamią. Jeżeli komuś zawierzą, to ufają bezgranicznie. Tam pisze się mało. Wiele załatwia się na słowo, którego nikt się nie wypiera. Bywało, ze nie zawsze kwitowało się odbiór pieniędzy. Kradzieże się nie zdarzały.


Efektywność inwestowania. Każda inwestycja jest przemyślana i realizowana tylko z konieczności. Rozwinięta jest kooperacja. Naukę też traktuje się jak inwestycję. Jeżeli ktoś czegoś się nauczy, to tylko to wykonuje i robi to perfekcyjnie. Sprzedawczynię uczy się tylko sprzedawać przez 3-4 miesiące nawet nie musi umieć wypisywać paragonu, bo może to zrobić szef. Musi tylko umieć sprzedawać. Jeżeli jest ktoś inżynierem, robi zawsze swoją robotę, twórczą.


Ekonomiczne myślenie. Każdy Austriak wszystko liczy. Wyboru procesów technologicznych dokonuje się w oparciu o koszt, oczywiście z zachowaniem wymogów jakościowych jako warunków koniecznych. U nas ta sprawa jest zupełnie nie znana. Zakłady były państwowe, a nie nasze. Powiadano, że Polak potrafi, ale nigdy za jaką cenę. Tego nikt nie liczył.


Demokratyczny sposób sprawowania władzy. Austria obok Szwajcarii jest najbardziej demokratycznym państwem w Europie. O wszystkim decyduje naród. Najważniejszym narzędziem w tym procesie jest prasa, która autentycznie spełnia rolę czwartej władzy. Tam istniał dziennik 64. stronicowy - uniwersalny, na łamach którego zamieszczało się wszystkie aktualne wiadomości z szczebla centralnego, landu, regionu, okręgu i gminy. Oczywiście najwięcej wiadomości było z szczebla najniższego. Sprawujący władzę prezentowali swoje propozycje dotyczące wszystkich spraw, poddawali je opinii mieszkańców. To reporterzy gazety wychodzili nawet na ulicę pytając mieszkańców o ich zdanie, natychmiast zamieszczali je na pierwszej stronie gazety z ich fotografiami. Codziennie 5 osób. Oczywiście była tym zainteresowana cała społeczność lokalna. Działo się to wszystko na dużym luzie. Mieszkańcy wzajemnie wyrażali swoje opinie o poczynaniach władzy. Rzec można, że całe ich życie społeczne odbywało się przy otwartej kurtynie. Nic nie było zatajane.


W 1978 roku wybudowano w miejscowości Zwentendorf nakładem 6 mld USD elektrownię atomową. Działająca już w ten czas Partia Zielonych wszczęła taką wrzawę, że zorganizowano referendum ogólnonarodowe. 49,5 % obywateli opowiedziało się za elektrownią, a 50,5 % przeciw. Do dzisiaj elektrownia ta stoi nie uruchomiona. Nikt przy tym nikogo nie nazywał oszołomem. Taka była wola narodu.


Pogoda ducha. Austriacy nie tylko potrafią dobrze pracować, ale i świetnie się bawić. To czynią s soboty i niedziele, a zaczynają już w piątek po południu. Nie są ponurakami, ani przesadnie wylewni. Życie towarzyskie odbywa się w restauracjach, przeważnie przy piwie i winie. Alkoholu spożywają dużo, ale nikt nigdy nie jest pijany. Na małym rauszu są przez cały dzień. W miejscach pracy sprzedaje się piwo. Boże Narodzenie zaczynają świętować już po pierwszej adwentowej niedzieli. Domy miast i wsi ozdobione są świetlnymi girlandami. W każdym sklepie słyszy się kolędy. Eksplozja zabawy wybucha w karnawale. Organizuje się różne pochody i przemarsze. Wszyscy przebierają się w przedziwne stroje, bez względu na zajmowaną pozycję społeczną i wiek. Austriacy nie angażują się politycznie. Znają tylko jednego ministra, oczywiście tego od finansów, którego przeklinają za zbyt duże podatki.


Turystyka. Jest chyba najbardziej rozwinięta w Europie, jest to temat na osobny artykuł. Reasumując powyższe rzec trzeba, że Austriacy są narodem niezwykle pragmatycznym. Wszystko co robią, czynią dla siebie samych, by z życia korzystać pełnymi .... Nie żyją tylko dla pracy, ale pracują dla życia i wiedzą, że chcąc dobrze żyć trzeba dobrze pracować.


Oczywiście moje spostrzeżenia opisałem w dużym skrócie, mając świadomość, że na łamach tak skromnego pisma wszystkiego opisać się nie da. Być może nie starczyłoby nawet książki. By to wszystko zrozumieć, trzeba tam po prostu być i wszystko to przeżywać.


Powyższe opisałem dlatego, by sam Czytelnik mógł się porównać do zachowań narodu, który tak wiele osiągnął. My na pewno jesteśmy narodem innym i nie ma się czemu dziwić. Prawie trzy wiekowa niewola z wyjątkiem okresu między wojennego zrobiła swoje. Nie mieliśmy własnego państwa. Do obowiązku patriotycznego należało jego przeciwdziałaniu. Stąd tyle różnych powstań. Dzisiaj mamy swoje państwo, ale nie jesteśmy nauczeni myślenia kategoriami tego państwa, bez względu na stopień wykształcenia. Nie mamy elit do kierowania politycznego i gospodarczego naszym państwem. Pojęcie o demokracji mamy tylko książkowe i to tylko z okresu tzw. demokracji ludowej, gdzie prawa były zrównane z obowiązkami oznaczającymi tylko posłuszeństwo wobec władzy. Podobnie z gospodarką wolnorynkową. Ta była nakazowo rozdzielcza.


Co zatem czeka nas Polaków i czego powinniśmy się spodziewać w przyszłości?
Jedyną naszą szansą na lepsze jest pilne wejście do Unii Europejskiej i nie tylko dlatego, że ona nam coś da. Być może na początek rzeczywiście sypnie jakimś groszem, ale to później ściągnie z nas w dwójnasób. Najważniejszym jest, że to wejście wciągnie nas w wir potrzeby stosowania obowiązujących norm życia społecznego w tym towarzystwie. Spełnić będziemy musieli pewne istniejące tam nakazy, które już od lat są negocjowane, a być może negocjacje te zakończą się już w przyszłym roku. 


Stagnacja dla naszej władzy i gospodarki tak dalej trwać nie może. My sami sobie z tym nie poradzimy i cieszy postawa nowej ekipy rządzącej w tym zakresie. Dziwić zatem się należy naszym narodowcom różnej maści, którzy są temu przeciwni. Widać niczego jeszcze nie pojęli i chyba już nie pojmą. W Austrii pracowałem z prawie 100 osobową grupą moich współpracowników z fabryki, w której pracowałem w Polsce i innymi. Również z Turkami, Jugosłowianami i Rumunami. Na kontraktach pracowałem jeszcze w Szwajcarii i Czechach. To znacznie wzbogaciło moje wyobrażenia i wiedzę o świecie, czego każdemu szczerze życzę.


Leonard Musioł 

 


(c) Wszelkie prawa zastrzeżone. Isos & redakcja miesięcznika "U Nas", Gorzyce 2001.