Strona główna

powrót
Skomentuj artykuł
dodaj komentarz
przeglądaj komentarze
< prosimy nie zmieniać tematu wiadomości >
 

Wydawca Internetowej wersji magazynu U NAS

 Z DZIEJÓW GORZYC, GORZYCZEK, OLZY i UCHYLSKA
( 1922 - 1939 ). Część II. c.d. z poprzedniego numeru


I tak np. zebraniu miesięcznemu w dniu 2 marca 1932r przewodził prezes Chlebisz. Poprzedził je wykład kierownika miejscowej szkoły, a zarazem sekretarz Towarzystwa Eugeniusza Rohrbacha, który mówił o najważniejszych gatunkach zbóż, szkodnikach i sposobach walki z nimi. Pomagał sobie przeźroczami. Licznie zebranym członkom i sympatykom towarzystwa pokazał też "przepiękne krajobrazy karpackie, zagłębia naftowego tudzież pamiętne sceny z życia Legjonów Polskich.".
Warto w tym miejscu przytoczyć jeszcze raz słowa redaktorów "Rolnika...", bo dają one znakomity pogląd na pracę towarzystwa: "Po zagajeniu zebrania przez p. prezesa Chlebisza, zabrał głos sekretarz Towarzystwa p. Rohrbach, który najprzód przeczytał protokół z ostatniego zebrania, następnie zaś złożył obszerne sprawozdanie z pracy Towarzystwa. W Śląskiej Izbie Rolniczej interwenjowano w sprawie uruchomienia wzorowej doświadczalni ogrodniczej w Olzie, założenia ogródków i inspektów przy miejscowej szkole powszechnej, skoncentrowania ruchu warzywniczego doliny nadodrzańskiej w Olzie, subwencji na założenie inspektów, zakup drobiu rasowego i t.p., oraz zakontraktowania dostaw warzywa dla wojska. Przeważną część tych spraw załatwiono pomyślnie. W toku szerokiej dyskusji, w której udział brali prawie wszyscy obecni , omawiano szczególnie sprawę racjonalnego chowu drobiu rasowego, poczem postanowiono w sprawie sprowadzenia jaj wylęgowych białych leghornów, Rhode Islandów, tudzież gęsi emdeńskich zwrócić się przedewszystkiem do stacyj doświadczalnych, zalecanych przez Śląską Izbę Rolniczą. Następne zebranie wyznaczy Zarząd Tow. Dla podziału próbek nawozów sztucznych, mających za pośrednictwem Śl. I. R. Nadejść z Państw. Fabryki Zw. Azotowych w Chorzowie.". 

FRIEDRICHSCHACHTE
Zbudowana na początku stulecia przez Westbohmischer-Bergbau-Aktien-Verein została już w 1923r. unieruchomiona. Eksploatację bogatych pokładów węgla zalegających w trójkącie Turza- Gorzyczki - Gorzyce uniemożliwiły po kilku zaledwie latach wydobycia niska miąższość pokładów węgla oraz obecność złóż metanu. Do dziś z pokolenia na pokolenie przekazuje się pamięć o licznych ofiarach wypadków, wśród których byli mieszkańcy naszych wiosek. Warto w tym miejscu zaznaczyć jedynie, że w wyjściowym dla naszych rozważań roku 1922 zakład osiągnął maksymalne w swej krótkiej historii wydobycie 35.200 ton. Po zaprzestaniu eksploatacji pozostawiono w Gorzyczkach Dyrekcję Górniczą Gorzyczki ( Westbohmischer Bergbau-Aktien-Verein, Bergdirektion Kl. Gorschutz ). Pozostały też sąsiadujące z kopalnią tzw. Beamtry - zamieszkiwane przez kadrę urzędniczą kopalni, potem także przez kolejarzy, policjantów i celników oraz robotnicze familoki. 
Ogromnym problemem z którym nie potrafiły się uporać ówczesne władze było bezrobocie. "Był rok 192... (1922 lub 1923- przyp. D.J. )Pamiętam ojca, który wracał z południowej zmiany, budził mnie siadał na łóżku i kładł przede mną różne słodycze- kochał mnie jak i matka byłem bowiem jedynakiem. Kiedy pracował na pierwszej zmianie biegłem mu naprzeciw. Brał mnie na ramiona i zanosił choć był bardzo zmęczony pracą na kopalni do domu. Nadszedł dzień w którym to ojciec ze smutnymi oczami oświadczył matce, że jest zwolniony z pracy. Nie był on sam, takich były setki tysiące. Pamiętam jak przynosił 7 złotych zapomogi i może 5 kg woreczek mąki to miało starczyć na cały miesiąc."- wspomina Henryk Wysłucha ( zachowano oryg. Pisownię ) - pochodzący z gorzyckiej parafii. Rzesze bezrobotnych rekrutowały się przede wszystkim spośród mieszkańców wspomnianych familoków oraz członków rodzin gospodarujących na niewielkich gospodarstwach rolników. Zawodziły próby znalezienia pracy na sąsiednich kopalniach. Zdarzało się, jak mi opowiadała jedna z mieszkanek Gorzyc, że pragnąca zdobyć dla syna pracę matka o 2-3 w nocy udała się do Pszowa i tam czekała na urzędnika kopalnianego. Ten - przechodząc obok odepchnął nogą proszącą u jego stóp kobietę prosto do błota. Niektórzy decydowali się na wyjazd do Francji, cierpiącej na deficyt pracowników fizycznych. Tak zrobili min. Kozioł, Franek i Rzimanek Józef. Liczni mieszkańcy naszych wiosek uzyskali pracę po drugiej stronie granicy. Ceną była zwykle konieczność wstąpienia do Volksbundu. W ten sposób znależli się w jego szeregach nawet byli powstańcy. Ta przynależność była często przyczyną osobistych tragedii. I tak np. zachowały się zdjęcia Związku Powstańców Śląskich, na których widzimy także powstańców -volksbundowców. Dochodziło, również w interesujących nas wioskach do wzajemnych oskarżeń, znieważeń i pobić. W prasie z lat 30-tych zachowało się stosunkowo dużo anonsów typu: "oświadczam, że nie posłałem dziecka do szkoły mniejszościowej" itp. 

NIE TYLKO PO ETER


W związku z przygranicznym położeniem parafii rozwinął się podobnie jak na całym pograniczu przemyt. Przez przyległą granicę przenoszono min. owoce południowe, przyprawy, sacharynę, pończochy jedwabne, artykuły drogeryjne, a przede wszystkim eter. 
W procederze tym uczestniczyli nie tylko mieszkańcy przygranicznych Gorzyczek, Olzy i Uchylska, ale także Gorzyczanie, Czyżowianie, Turzanie, czyli mieszkańcy całego pogranicza. Zdarzały się przypadki, że Straż Graniczna przechwytywała jednorazowo 170 litrów eteru. Ludność używała go do wzmacniania wódki ( w stos. ok. 1 kieliszek na 1 litr ).
"Zaznaczam iż czyn ten popełniłem dla tego, że będąc bezrobotny nie miałem środków do życia, wobec czego chciałem nabyć za eter środków żywnościowych." - wyjaśniał przed Sądem Okręgowym w Katowicach Franciszek W. z Gorzyczek przyłapany na przemycie.
Warto w tym miejscu wspomnieć, że okolica nie należała do najspokojniejszych. W przedwojennej prasie lokalnej zachowały się liczne wzmianki o kradzieżach, pobiciach, samobójstwach, czy zabójstwach z użyciem broni palnej, którą w wielu domach przechowywano jeszcze od czasów powstań lub którą dysponowały organizacje "paramilitarne". I tak np. w Gorzycach w 1927r podczas zabawy mieszkaniec Wodzisławia postrzelił z rewolweru kobietę, po czym odebrał sobie życie. Z kolei w 1930r złodzieje po wybiciu szyby w oknie nieczynnej kotłowni w Kopalni Fryderyka dostali się przez komin na dach kotłowni i skradli platynę z piorunochronów wartości ok. 500 zł. 

KUCHNIA DLA BEZROBOTNYCH


Akcja pomocy ubogim i bezrobotnym rozwijała się na wielu płaszczyznach. I tak np. w Aktach Starostwa Powiatowego w Rybniku odnalazłem materiały dotyczące przydziałów węgla. Ówczesne Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej zakupiony węgiel pozostawiało do dyspozycji min. Urzędu Wojewódzkiego, który dzielił go między Starostwa Powiatowe. Do zadań gmin należało opracowanie zestawień bezrobotnych uprawnionych do podziału węgla. W sprawozdaniu za czas od dnia 1 lutego 1927r do 28 lutego 1928r zaznaczono że pomoc opałową otrzymało w Gorzycach 50 zakwalifikowanych bezrobotnych ( łącznie 25 tys. kg ), a w Gorzyczkach 78 zakwalifikowanych ( łącznie 39 tys. kg ). Trzeba tu zaznaczyć, że nie przydzielano węgla bezrobotnym samotnym. 
Ogromne znaczenie miała też akcja dożywiania dzieci. Posiadamy tutaj informacje dotyczące ochronki w Olzie w 1928r. Jak wynika z zapisu w kronice szkolnej akcję rozpoczęto 1 stycznia 1928r. Finansowało ją województwo, które asygnowało kwotę 90 zł miesięcznie. Także dochody z różnego rodzaju uroczystości przeznaczano na pomoc ubogim. I tak np. dochód z uroczystości rocznicy powstania listopadowego, która odbyła się w szkole w Olzie w grudniu 1928r przeznaczono na urządzenie "gwiazdki" w dniu 6 stycznia 1929r., przy okazji której każde dziecko otrzymało cukierki i pierniki. Prócz tego 62 dzieci z biednych rodzin obdarowano częściami ubrania. Akcję dożywiania bezrobotnych prowadzono we wspomnianej Kolonii Fryderyka. W budynku po transformatorze ( nie istniejącym obecnie ), tuż obok "familoka" w którym znajdowała się ochronka funkcjonowała kuchnia dla bezrobotnych, czy też ubogich. Prowadził ją niejaki Kluczka, a po nim Stańkusz Leopold i Wysłucha Bolesław. W dwu kotłach gotowano zupę- tzw. flaps. Dożywiani otrzymywali też sprasowane kawę, cykorię i cukier. Kuchnia była czynna za wyjątkiem niedziel przez cały rok. Bezrobociu, biedzie towarzyszyło jednak znikome poparcie dla agitacji komunistycznej. Na interesującym nas obszarze swoich członków posiadały liczne związki zawodowe. Z zebranych przeze mnie informacji wynika, że w Olzie legalnie działały Oddział nr 156 Centralnego Związku Górników w Polsce ( z niejakim Góralczykiem ), Oddział Związku Zawodowego Robotników Przemysłu Górniczego w Polsce ( z Honiszem ) i Filia Związku Zawodowego Polskiego Oddział Kolonja Olza ( z Adamczykiem Janem ). Osoby posiadające bliższe o nich informacje proszę o kontakt z redakcją. 


Daniel Jakubczyk 

  

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone. Isos & redakcja miesięcznika "U Nas", Gorzyce 2001.