Strona główna

powrót

Zapisz artykuły

Styczeń 2001 HTML

Styczeń 2001 DOC

Skomentuj artykuł
dodaj komentarz
przeglądaj komentarze
< prosimy nie zmieniać tematu wiadomości >
 

 

 Wspomnienie o ks. Tomku.

"Śmierć tych, którzy tworzą dzieła nieśmiertelne,
zawsze jest przedwczesna."
(Pliniusz Młodszy)

   6 listopada najbliżsi, rzesze przyjaciół i znajomych, odprowadziły na miejsce wiecznego spoczynku śp. Ks. Tomasza Wuwra. Jubileuszowy, 2000 rok dla archidiecezji, dla parafian z Turzy szczególnie, jest naprawdę trudny - to kolejny młody kapłan, który tak niespodziewanie odszedł... 
W takich chwilach każde słowo, każda myśl jest nieporadna, bezsilna. Nikt i nic nie jest w stanie zgłębić tajemnicy, jaką jest niewątpliwie śmierć młodego człowieka...
Ks. Tomek zmarł 31 października w klinice w Marburgu, w Niemczech. Stojąc nad grobami swoich bliskich 1 listopada, podszedł do mnie przyjaciel i powiedział: 


"To nie przypadek. Tomek musiał zdążyć do nieba na święto Wszystkich Świętych. "Ten, kto go znał w to nie wątpi. Ktoś powiedział o nim, że jego osobowość była zderzeniem prostoty, otwartości na drugiego człowieka z nieprzeciętną wiedzą i wspaniałymi zainteresowaniami. To prawda. Ci, którzy znali go na co dzień - rodzina, przyjaciele, wręcz rozkoszowali się jego obecnością. W pogrzebowym kazaniu ks. Jerzy Szymik chcąc najkrócej ująć jego stosunek do świata w ogóle, użył fenomenalnego stwierdzenia "arystokrata ducha". Po czym mówił dalej: "Tomek nie zniżał się nigdy do swarów, złośliwości, do odpychającego chłodu, do tego co moralnie pospolite. Stawiał na łagodność, cnotę mocarzy."

   O niezwykłości Tomka, jego poczuciu piękna duchowego i nie tylko, wiedzą bliscy. Wiedzą też ci, z którymi spotykał się incydentalnie. Sam wielokrotnie doświadczałem w kilku sekundach rozmowy niesamowitego ciepła, pokory, która od niego emanowała. Człowiek pochylający się nad wielkim i małym, radosnym i smutnym, mądrym i nic nie rozumiejącym... - to jest ks. Tomek. Nigdy nie mówił o sobie, o swoim cierpieniu, które było wpisane w jego dni do samego końca. Podczas kazania eksportacyjnego, inny jego przyjaciel - ks. Tomasz Jaklewicz powiedział: 

"Cierpiałeś bez robienia hałasu wokół sprawy. Myślę, że czułeś, że twoje dni są policzone. Miałeś prawo domagać się taryfy ulgowej, zwolnienia tempa. Nie korzystałeś z tego. Była w tobie pasja życia. Poznawania ludzi. Opowiadałeś o ludziach zawsze z błyskiem w oku, cieszyłeś się pięknem ludzi. Kochałeś ich. Dawałeś im siebie zwyczajnie i bez pretensji."

    Ta chęć poznawania ludzi, świata, wiedzy była w przypadku Tomka czymś charyzmatycznym. Pasja, która towarzyszyła jego studiom w Szwajcarii, nauce języków była niezwykła. Wspomniany już ks. Szymik o zainteresowaniach i planach Tomka podczas kazania powiedział:

" Jego duchowo - intelektualne centrum znajdowało się gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Świadczyły o tym Jego podróże, lektury, wiedza, biegłość z jaką się posługiwał włoskim czy francuskim, euforyczna radość z jaką mówił o tym, że będzie się uczył greki od jesieni 2000 roku..." Tomkowi nie było dane rozpocząć kolejnych studiów... Nam pozostaje żal, ból, smutek. Jest również chrześcijańska nadzieja. Zostaje wielkość niezgłębionej tajemnicy życia i śmierci. Jest jednak jeszcze jedna rzecz, która będzie tkwić w nas zawsze. To dobro i piękno, które ks. Tomek swoim życiem w nas zaszczepił. Jego życiem i śmiercią wszyscy staliśmy się lepsi. Zaabsorbowani codzienną bieganiną, sprawami tylko pozornie ważnymi, doświadczyliśmy oryginalnej estetyki życia polegającej na prostocie uśmiechu, umiłowania drugiego człowieka, pasji pięknego życia. Za to Ci Tomku wszyscy DZIĘKUJEMY.


"Nasz czas jeszcze trwa - właśnie teraz.
Nie było nas wczoraj, nie będzie jutro.
Jesteśmy dzisiaj.
To i owo jest tu do zrobienia." 
(J. Szymik)


Wacław Wrana


(c) Wszelkie prawa zastrzeżone. Isos & redakcja miesięcznika "U Nas", Gorzyce 2001.