Strona główna

powrót
spis artykułów
Zapisz artykuł
Cały numer DOC
Cały numer HTML
Skomentuj artykuł
dodaj komentarz
przeglądaj komentarze
< prosimy nie zmieniać tematu wiadomości >
   Oni tworzyli historię ziemi wodzisławskiej (cz. III)

MOJE WSPOMNIENIE

Z profesorem zetknąłem się przez czysty przypadek. Będąc studentem II roku prawa na Wydziale Uniwersytetu Jagiellońskiego wpisałem się na przedmiot "Prawo i Instytucje Unii Europejskich". Okazało się, że prowadzącym jest przybyły z Anglii profesor Lasok. Znałem kilku Lasoków - najbliżej chyba Teobalda, na którego mówiono w Turzy "Baluś". Jakby przez mgłę pamiętam jeszcze z dzieciństwa starego "Balusia" i jego żonę, którzy mieszkali po prostu kilkaset metrów od mego rodzinnego domu. Moja świętej pamięci starka Anna opowiadała, że "Baluś", będąc dezerterem z Wermachtu spędzi znaczną część wojny w ukryciu. Nie widziałem jednak, że zmarły sąsiad i Profesor są braćmi. Ba, nie przypuszczałem nawet, że Lasok ("ten z Krakowa") jest moim "ziomkiem", "krajanem". Aha, jeszcze jedno - wydało mi się dziwne to, że profesor powiedział czasem na wykładzie (choć bardzo rzadko) coś "po naszymu" (tj. po śląsku). Może chyba nie miał nawet takiego zamiaru mówiąc do kilkuset osób stłoczonych w ciasnej (choć dużej!) sali 217 Collegium Olszewskiego. Ja jednak "Ślonzok z krwi i kości" wychwytywałem w Krakowie wszystko co śląskie, jak najdroższe mi skarby.

Tymi spostrzeżeniami podzieliłem się z kumplami (Januszem ze Staszowa i Tomkiem z Bielska). Potem ukazał się podręcznik profesora. Krótka notka biograficzna na okładce książki informowała: "Dominik Lasok urodzony w Turzy". Nie mogłem chyba wtedy jeszcze uwierzyć, by posiadacz doktoratów honoris causa, wybitny prawnik, mógł urodzić się w Turzy! Wątpliwości rozwiała wkrótce mama, która poznała profesora na uroczystości 110-lecia szkoły w Turzy Śl. Podobno zapytał, dlaczego nie przyszedłem porozmawiać w Krakowie? A ja po prostu nie potrafiłem (jakaś wrodzona nieśmiałość?). Nie chciałem też, by ktoś powiedział, że szukam protekcji. Poza tym, szczerze się przyznam, że po pierwsze nie chodziłem na wszystkie profesora wykłady (w tym samym czasie miałem jeszcze ekonomię) i po drugie - trochę się obawiałem, że poznam profesora, a potem źle napiszę egzamin. Spaliłbym się ze wstydu. Na szczęście kurs zaliczyłem z oceną dobrą. Tak więc na pierwsze spotkanie z profesorem umówiłem się dopiero rok później. Czekałem z niecierpliwością. 16 grudnia 1996 roku odbyłem pierwszą rozmowę. Rozmawialiśmy w pokoiku obecnie już Katedry Prawa Europejskiego. Przez ponad półtora godziny, chyba nie jak uczeń z profesorem. Ot tak po prostu, spotkali się Turzanie! Pojawiła się masa nazwisk, dat. Co za pamięć! Mimo tych 75 lat. I ta pogoda ducha. I ten uśmiech na twarzy. Prawdziwy. Serdeczny. Zupełnie taki sam jak u mieszkającej w Turzy siostry - pani Trudki, z którą spotkałem się wcześniej. Dzięki tej rozmowie z panią Gertrudą mogłem teraz zaimponować profesorowi. Zapytałem

– "Dlaczego kazał pan malować płoty na biało na wiecu we wrześniu 1939 roku"?

Tu uśmiech na jego twarzy, i w śmiechu -

- Kto to panu powiedział...?

- Siostra Pana Profesora.

- Aaa ..., bo tak premier kazał.

Za drzwiami, w drugiej części gabinetu siedziała młoda doktorantka. Musiała mieć chyba niezłą zabawę, słysząc te dziesiątki nazwisk, przewijające się słowo Turza. Może nawet nie wiedziała gdzie ona leży?

Czas szybko płynął. Profesor opowiadał, a ja zamęczałem Go pytaniami. Minęła trzynasta. Profesor spojrzał na zegarek i zaproponował:

- A może zjemy razem obiad? Moglibyśmy rozmawiać dalej.

Pełna konsternacja. Nie spodziewałem się takiego wyróżnienia. Może nawet nie wiedziałem jak się zachować. Czy wolno? I czy wypada grzecznie odmówić? Na wszelki wypadek usprawiedliwiłem się wykładem o 13.30 i poprosiłem o możliwość następnego spotkania, by dokończyć rozmowę. Dzięki uprzejmości siostrzeńca - pana Fulka odbyło się ono w Turzy Śl. 1 maja 1997 roku.

Spotykałem Profesora jeszcze kilka razy ( w tym w kościele w Turzy Ś.). Nim zdążyłem się ukłonić słyszałem zwykle - "O dzień dobry panie Jakubczyk" (z charakterystycznym uśmiechem na twarzy ). I takiego przede wszystkim zapamiętałem Profesora Dominika Lasoka - wybitnego prawnika, a co ważniejsze DOBREGO CZŁOWIEKA, jak napisano w uczelnianej klepsydrze. I jeszcze jedno - jestem dumny, że dane mi było poznać bliżej Ś.P. Profesora.

Daniel Jakubczyk


 

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone. Isos & redakcja miesięcznika "U Nas", Gorzyce 2001.