Strona główna

powrót
spis artykułów
Zapisz artykuł
Cały numer DOC
Cały numer HTML
Skomentuj artykuł
dodaj komentarz
przeglądaj komentarze
< prosimy nie zmieniać tematu wiadomości >
   Oni tworzyli historię ziemi wodzisławskiej

"Stanowi więc Eichendorff źródło dumy, bo taki wielki, że cały świat o nim słyszał, a jednak bliski, po prostu "swój." - tymi słowy, niezmiernie trafnie oddaje znakomity śląski publicysta Krzysztof Karwat sedno dumy wynikającej z poczucia, że oto wśród nas, koło mnie, po prostu u nas wyrosła, czy tez działała jednostka wybitna, która na trwałe wpisała się w historię. Prezentowane obok sylwetki 3 kapłanów głęboko związanych z Ziemią Wodzisławską świetnie ilustrują skomplikowane losy naszego śląskiego duchowieństwa.

Ks. prałat dr Maksymilian Lasok - czyli kartka z dziejów przyjaźni polsko-francuskiej

Maksymilian Lasok urodził się 1 lutego 1912 r. w domu Alojzego i Marianny w Turzy. W dzieciństwie uczył się w tutejszej szkole powszechnej. Potem przez 3 lata przygotowywał się u majstra Patasa (w Wodzisławiu) do wykonywania zawodu krawca.

Zrobił czeladnika. Przygotowywał się tez na korespondencyjnym kursie prowadzonym przez krakowską "Wiedzę" do złożenia matury.

Chciał wstąpić do Salezjanów. Na pełna realizację planów nie pozwoliły mu względy zdrowotne. Wstąpił więc do tzw. Małego Seminarium w Pogrzebieniu. Po zdaniu tam egzaminu maturalnego przebywał u Salezjanów w Oświęcimiu. Dosyć surowe reguły życia zakonnego spowodowały pogorszenie stanu zdrowa, a w efekcie zwolnienie. Podjął dalszą naukę, a potem do Gap, gdzie prosił o możliwość kontynuowania studiów. Studia nie trwały jednak długo - wybuchła wojna. Otrzymane od nowych władz pozwolenie na wyjazd do Rzymu (w celu dalszych studiów) pozwoliło mu przedostać się do Francji. Tam znalazł się w V pp "Dywizji Strzelców Pieszych". W kartotekach II pułku artylerii tejże dywizji odnalazł brata - późniejszego prof. Dominika Lasoka.

Około 18-19 czerwca batalion Maksa dostał się do niewoli w okolicach Metzu. W przebraniu robotnika dotarł do Paryża. Brat ks. Maksa - prof. Dominik Lasok i siostra Stafania wspominali, że uczył się w Seminarium Częstochowskim. Zachowała się także legitymacja szkolna na nazwisko Maksymiliana wystawiona przez Wydział teologiczny Uniwersystetu Jagiellońskiego. Ks. E. Sosulski pisze, że "Po zdaniu matury w 1937 r. prosi o przyjęcie do seminarium w Krakowie. Jako alumn zostaje studentem Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Skontaktował się z Prymasem Polski - kard. Hlondem. W piśmie datowanym na 25.IX.1940 r. (w Lourdes) mający być wyniesionym na ołtarze August kard. Hlond w sposób niezwykle serdeczny pisał: "Mój Drogi Maksymilianie!

Otrzymałem Twój list z 15 września. Więc przywdziałeś z powrotem suknię kapłańską. To mnie cieszy, szata nasza zawsze nam przypomina to liturgiczne wołanie: "indue me, Domine, novum hominem, qui securdum Deum creatus est in institia et sanctitate".

Niestety Polacy w wieku od lat 20 do 45 nie mogą aż do końca wojny opuszczać terenu Francji. Trzeba więc będzie pomyśleć o studiach w tamtejszym Seminarium, aż będziesz mógł powrócić do kraju.

Piszę w tej sprawie do J.E. Biskupa Marsylii, prosząc go , by Cię zatrzymał i by Ci pozwolił studiować ze swymi klerykami. Dobrze, żeś się mocno poduczył języka francuskiego. To się teraz bardzo przyda.

Posyłam Ci 1000 franków, byś sobie mógł posprawiać książki i inne rzeczy potrzebne. O kwestię Twego utrzymania w Seminarium nie potrzebujesz się troszczyć; załatwię to wprost z J.E. ks. Biskupem. Więc do roboty! Korzystaj jak najwięcej zarówno pod względem ducha jak i nauki. I pisz mi od czasu do czasu, bo tam słychać. - W żadne dyskusje czy spory polityczne i narodowościowe nie wdawaj się a natomiast bądź gorącym zwolennikiem przyjaźni polsko-francuskiej, która mimo wszystko jest wielka a jeszcze większą rolę odegra w przyszłości. Z serdecznym błogosławieństwem August kard. Hlond". Czy wtedy przypuszczał, że te ostatnie słowa kardynała określą jego życiową drogę?

25 marca 1944 r. otrzymał w Gap święcenia kapłańskie. Potem w Lyonie studiował jeszcze w Instytucie Katolickim filozofię i teologię (z której robi doktorat). W ich trakcie zaprzyjaźnił się z późniejszym arcybiskupem Marsylii - ks. Robertem Coffy.

Po zakończeniu wojny powrócił do kraju. Urządzono prymicje.

"Do prymicjów od Maksa dołożył sie ewangelik Piontek Johan, kery bramy bramy powitalne pomogł robić. Szli my z chałupy z procesyjom do Jedłownika. Przed wrotami ojcowie dali mu błogosławiyństwo. Ksiynży ie było dużo - yno kuzyn moigo chłopa - ks. Herman Wilhelm (ob. Jastrzębski), a ks. prob. Kasperczyk" - wspomina siostra Stefania skromne, choć poniekąd ekumeniczne (poprzez pomoc p. Piontka) prymicje. Chłodne przyjęcie w Katowicach spowodowało, że podjął jednak decyzję o powrocie do Francji.

W latach 1947-51 pracował w duszpasterstwie w Lotaryngii. Potem, z uwagi na problemy zdrowotne przeniósł się do Marsylii. Będąc wikarym w parafiach francuskich organizował od podstaw polskie ośrodki - w Lyonie, Marsylii, Aixen Provence, Sorgues, Awinionie, Nicei, Frejus, Tulonie. W roku 1976 otrzymał nominację na kapelana bazyliki Notre Dame de la Garde. Znając kilka języków odprawiał nawet po 3 msze dziennie - dla m.in. Anglików, Włochów, Amerykanów czy Hiszpanów. Konsulat USA poprosił Lasoka o sprawowanie posługi dla marynarzy ze Statków zawijających do Marsylii.

"Nie mam czasu na nudy, a za mało na odpoczynek i na pisanie listów. Cały grudzień i styczeń, to jakby długi łańcuch zajęć bez końca: francuskie tu w Bazylice i polskie na przestrzeni 450 km: Nicea - 250 km, na wschód, Avignon - 150 km - na zachód.

Który ksiądz w Polsce jeździ tak daleko, ale tak, że w Nicei jest Msza w sobotę wieczór, i tego samego wieczora trzeba wrócić, żeby być na niedzielę rano na Mszę w Marsylii, jedną dla Francuzów, a drugą dla Polaków na innym końcu miasta albo gdzieś 50 km dalej.

Czasami bywa tak, że pierwsza Msza jest w Marsylii dla Francuzów, druga dla Polaków 50 km dalej, a południu 3-cia 150 km od Marsylii. Albo w Boże Narodzenie byłem na Wieczerzy wigilijnej w jednej rodzinie polsko-francuskiej, 40 km. Przyjechali pomnie i odwieźli na godz. 11-tą na Pasterkę - francuską. Skończyła się o godz. 1.30.

- Rano o godz. 7.30 Msza dla Francuzów, a o godz. 10 - dla Polaków. Po Mszy życzenia świąteczne z Opłatkiem. Po obiedzie trzeba być w Bazylice, przyjmować ludzi az do godz. 18 wieczorem.

Sobota 26 grudnia, do południa zajęcia w Bazylice, bo są ludzie. Po południu wyjazd na Mszę dla Polaków do Nicei 250 km - powrót późno w nocy, bo rano niedziela. Trzeba być w Bazylice aż do godz. 12-tej. Po obiedzie trochę odpoczynku. I tak stale bez końca, przez cały styczeń. W niedzielę 31-stycznia, na Polskiej Mszy (...)" - pisał mając 76 lat w roku 1988.

Ogromne zaangażowanie i oddanie ludziom zjednywały mu przyjaciół. A miał ich na całym świecie - świadczyły o tym m.in. jego pobyty w Stanach, Hiszpanii i Ziemi Świętej.

Z okazji 75-tej rocznicy urodzin Polonia francuska urządziła zbiórkę na podróż "dookoła świata". 12 października 1989 r. na prośbę bpa Damiana Zimonia mianowano go prałatem - czyli kapelanem J.Ś. Jana Pawła II.

Do ostatnich chwil niezwykle aktywny zmarł ks. Lasok 3 stycznia 1991 r. po trzech odprawionych przed południem Mszach w ambulansie wiozącym go do szpitala.

Trzeba tu jeszcze dodać, że rodzinnej Turzy nigdy nie zapomniał. "(...) o was nie zapominam. W sierpniu byłem u Dominika. We wrześniu on tu był 4 dni w Marsylii. Objeżdżał Uniwersytety we Włoszech i we Francji. Jeździliśmy razem i rozmawialiśmy o was wszystkich" - pisał do siostry w liście z 1 grudnia 1973 r. Wielokrotnie bywał także w Turzy. Miał tu przyjaciół.

Za tę pamięć jesteśmy temu wybitnemu kapłanowi wdzięczni.

Siostra - Stefania Rugor (z d. Lasok):

- "dopóki my nie opuściyli szkoły to my musieli codzynnie głośno odmawiać w kuchni pacierze, wszyjscy razym przi stole. Rano tak ni ale na wieczór bo ojcowie mieli czas".

"Głos Katolicki" nr 5 z 3.II.1991 r.

"(...) Tych Francuzów - znajomych i przyjaciół - miał coraz więcej. Znali go dobrze byli kombatanci, z którymi stykał się w Ruchu Oporu.

Znali go wierni z różnych francuskich parafii, ceniono go w arcybiskupstwie Marsylii - czego dowodem była nominacja na kapelana Bazyliki Notre Dame de la Garde w 1976 roku".

Rektor Bazyliki Notre Dame de la Garde - mons. Paul Blanc powiedział na Mszy pogrzebowej koncelebrowanej przez ponad 60 kapłanów pod przewodnictwem abpa. R. Coffy, przy wypełnionej po brzegi Bazylice o ks. Maksie:

"...niestrudzony, zawsze gotowy do niesienia pomocy, zawsze uśmiechnięty i dyskretny kapłan - sługa Boży".

Ks. Eugeniusz Sosulski

"Jesienią 1981 r. Misjonarki Miłości otwierają swój dom w Marsylii. Ks. kard. Etchegaray prosi ks. Lasoka o opiekę duszpasterską. Trzy razy obecna była Matka Teresa, która osobiście dziękowała mu za podjęcie się tego zadania".

Daniel Jakubczyk


 

(c) Wszelkie prawa zastrzeżone. Isos & redakcja miesięcznika "U Nas", Gorzyce 2001.